|
Być czy mieć ? Z ogólnoludzkiej perspektywy, to jeden z podstawowych dylematów. A czy można go przełożyć na grunt kibicowski ? Bez żadnych zastrzeżeń, mrugnięcia okiem, wzięcia w cudzysłów ? Moim zdaniem, jak najbardziej tak, szczególnie biorąc pod uwagę współczesny trend kibicowania tym, którzy seryjnie zdobywają trofea, niż zespołom odznaczającym się szczególną cechą, historią, wyjątkowością.
Trochę upraszczam sprawę, ale nie mogę zrozumieć fenomenu mody kibicowania Barcelonie wśród osób powyżej 16 roku życia. Oczywiście nie zaprzeczam faktom, iż katalońska jedenastka podniosła poprzeczkę wszystkim innym klubom na niewyobrażalnie wysoki poziom. Rozumiem także, że styl gry prezentowany przez Barce może się podobać. Dlatego w tym kontekście całkowicie rozumiem miłość dzieciaków do tej drużyny. Dla "maluczkich", poznających dopiero prawdziwe oblicze futbolu i jego historie, FCB i Messi to symbole porównywalne z krzyżem i Chrystusem. Natomiast dla kilkunasto (lub o, zgrozo) kilkudziesięcioletniego człowieka nagłe kibicowanie hiszpańskiemu potentatowi jest swego rodzaju pogonią za modą, za bycie trendy. Logo Blaugrany stało się tak dobrym znakiem towarowym jak "łyżwa" Nike czy "paski" Adidasa.
Ajax w ostatnich latach stał się synonimem klubu, który zdecydowanie bardziej "był" niż "miał". Sukcesy w postaci Johan Cruyff Schaal czy Pucharu Holandii były tylko niewiele znaczącymi nagrodami pocieszenia. Święty Grall w postaci mistrzowskiej patery pozostawał niedostępny. Były sezony, kiedy upragnione trofeum było absurdalnie blisko (przegrana jedną bramką w sezonie 2006/2007). Były też rozgrywki, kiedy czuliśmy się moralnymi zwycięstwami i nie mogliśmy uwierzyć w porażkę z ciułającym punkty Twente (efektowna gra i nieprawdopodobny bilans - ponad 100 goli zdobytych i tylko 21 straconych - w pierwszym sezonie pracy Martin Jola). Jednak te kolejne, nieprzyjemne porażki w najistotniejszych rozgrywkach nie zraziły prawdziwych fanów. Pomimo narzekań, rozczarowań przeplatanych od czasu do czasu radosnymi chwilami trwaliśmy dzielnie przy drużynie i w końcu zostaliśmy za to wynagrodzeni.
30 mistrzostwo Holandii, 3 gwiazdka na koszulce, faza grupowa Ligi Mistrzów z automatu, a także już na początku przygotowań kilka istotnych transferów wzmacniających kadrę zespołu przed nowym sezonem. Z tego przybytku naprawdę może zakręcić się w głowie !
Nie ma zamiaru się w tym momencie wymądrzać i snuć mocarstwowych wizji o obronie tytułu i podbijaniu Ligi Mistrzów. Po prostu chciałbym, abyśmy się cieszyli z tego co mamy. Wręcz, rozkoszowali w sukcesie niczym najlepszym gatunku whisky i z optymizmem popatrzyli w przyszłość. W końcu zapowiada się znakomite lato. Bez drżenia przed eliminacyjnym spotkaniami, bez nerwowych (i często nietrafionych) ruchów transferowych na koniec okienka, bez pośpiesznie przeprowadzanych zgrupowań, bez epopei ze zmianą trenera. To wszystko zasługa Franka de Boera i jego piłkarzy, aczkolwiek nie zapominajmy o sztabie technicznym , odsądzanym od czci i wiary z wielką zaciekłością przez Cruyffa i jego popleczników. Mistrzostwo Holandii to także zasługa Rika van den Booga, Uri Coronela i Jeroena Slopa. Ten pierwszy sprzedając za zupełnie przyzwoite pieniądze Suareza i Emanuelsona paradoksalnie nie osłabił zespołu, lecz go wzmocnił. W końcu bez tych transferów w pierwszej jedenaste swoich szans nie otrzymaliby zarówno Lorenzo Ebecilio, jak i Nicolai Boilesen. Van den Boog zasługuje również na pochwałę za obdarzenie dużym zaufaniem Franka de Boera, choć równie dobrze mógł postawić na bardziej doświadczonego trenera. Natomiast jeśli chodzi o Coronela i Slopa, to dzięki swoim nieco niepopularnym decyzjom (wysokie ceny biletów na LM) zdecydowanie poprawili sytuacje finansową klubu. Dlatego i im należą się brawa, w takim samym stopniu, jak piłkarzom i trenerom. Nawet, jeśli "Boski" i kibice-reformatorzy uważają inaczej ...
Z niecierpliwością czekam na pierwszy, oficjalny akcent sezonu 2011/2012. Zarówno w Eredivisie jak i, a może przede wszystkim, w Lidze Mistrzów. Czy liczę na jakiś spektakularny sukces ? Po cichu - owszem, choć jeśli go nie będzie wielkiej żałoby nie będę urządzać, a od odsunięciu się od klubu też nie ma mowy. W końcu zawsze uważałem, że lepiej "być" niż "mieć".
Flisak
|