|
Zbigniew Boniek to bezsprzecznie jeden z najlepszych piłkarzy w historii polskiej piłki. Znany na całym świecie ze względu na rudą czuprynę i nietuzinkowe umiejętności piłkarskie. W ciągu kilkunastu lat kariery zdobył łącznie ponad setkę goli dla Widzewa, reprezentacji Polski oraz dwóch czołowych klubów Serie A - Juventusu i Romy. Właśnie na Półwyspie Apenińskim dorobił się przydomka "Bello di Notte" (Piękny nocą). Miał on odzwierciedlać naturę wychowanka Zawiszy Bydgoszcz, który najmocniej mobilizował się na spotkania o wysoką stawkę, rozgrywane przy świetle jupiterów. Grając za dnia, wybitny skądinąd zawodnik, zazwyczaj prezentował się przeciętnie i nie dawał drużynie tego, czego od niego oczekiwano. W ostatnich tygodniach "syndrom Bońka" objawił się w Ajaksie Amsterdam. W kilku październikowo-listopadowych spotkaniach rozgrywanych wieczorową porą, Ajacieden wznosili się na wyżyny swoich umiejętności. W kilku innych starciach, rozpoczynających się dla odmiany przy pełnym słońcu, prezentowali się fatalnie i tracili kolejne ligowe punkty.
Teza o dualności postawy Ajaksu ze względu na porę dnia jest mocno naciągana, niepoważna i odrobinę nie przystająca do stanu faktycznego. Nie należy jednak równocześnie odmówić jej prawdziwości. W końcu żadną tajemnicą nie jest statystyka mówiąca, że na ostatnich dziewięć spotkań rozgrywanych o 12.30, piłkarze Ajaksu wygrali zaledwie jedno. Tak samo trudno przemilczeć kwestie, iż grając wczesnym popołudniem Ajax zanotował w tym sezonie bilans 2 zwycięstwa - 3 remisy - 2 porażki, który na kolana nikogo nie rzuca. Być może to tylko przypadek. Być może niepokojąca tendencja. W każdym razie wydaje się to przede wszystkim interesujący punkt wyjścia do analizy, dlaczego po 12 kolejkach tego sezonu Eredivisie, Ajax na 36 możliwych punktów zdobył zaledwie 20 i w ligowej tabeli zajmuje odległe, uwłaczające panującemu mistrzowi Holandii, piąte miejsce.
Przed rozpoczęciem sezonu sytuacja w Ajaksie prezentowała się więcej niż komfortowo. Tytuł mistrzowski zapewnił bezpośrednią grę w Champions League, co de facto oznaczało dwa, spokojne miesiące przygotowań. Bez eliminacji i stresu z nim związanego, bez gwałtownych ruchów transferowych, wreszcie bez obawy przed finansowym jutrem. Frank de Boer, jak żaden inny trener w ostatnich 8 latach mógł skupić się tylko na odpowiednim przygotowaniu swoich graczy do nadchodzących ligowo-pucharowych wyzwań. I trzeba przyznać, że ze swojej roboty wywiązał się naprawdę dobrze. Z jednym tylko zastrzeżeniem. Zapomniał o odpowiedniej motywacji swoich podopiecznych.
W końcu to właśnie z powodu braku tego elementu lub jego niedostatecznego stopnia, Ajax w tym sezonie stracił punkty ze słabiutkim VVV Venlo i Feyenoordem. Na De Koel zaledwie zremisowaliśmy, bo zlekceważyliśmy rywala. Ukarał nas za to dwoma golami, co symboliczne i groteskowe zarazem, Ahmed Musa. Nigeryjczyk, który w tamtym dniu jako praktykujący muzułmanin obchodzący ramadan grał zupełnie odwodniony i niedożywiony. Podobnie sfera motywacji zawiodła w zdecydowanie istotniejszym meczu z Feyenoordem. Ajacieden, zapominając o prestiżowym charakterze spotkania i jego znaczeniu dla swoich fanów, podeszli do ostatniego Klasyku jak do zwykłego ligowego starcia. Takie pozbawione wewnętrznej motywacji podejście do konfrontacji z Rotterdamczykami po prostu musiało się zemścić. Na własnym stadionie (!) gracze Ajaksu zupełnie przeszli obok meczu. Od samego początku oddali inicjatywę grającemu na 120 % możliwości Feyenoordowi i gdyby nie znakomita postawa Vermeera w bramce oraz przytomna główka Vertonghena po dośrodkowaniu Janssena z rzutu rożnego, Ajax najpewniej poniósłby haniebną i trudną do wybaczenia porażkę
Nasi ulubieńcy mają także spore problemy z koncentracją, co dobitnie pokazały mecze z AZ, Utrechtem i Twente. Ostatecznie, zachowując dystans do końcowych wyników tych spotkań, graliśmy w nich zupełnie przyzwoicie. W ofensywie prezentowaliśmy się na tyle dobrze, że okazji strzeleckich naprawdę nie brakowało i przy minimalnie poprawionej skuteczności, tylko na tych trzech zespołach mogliśmy ugrać sześć punktów, a nie ledwie dwa. Szczególnie żal meczu z Twente, gdzie przez 85 minut nadawaliśmy ton wydarzeń boiskowych , by w 86 minucie popełnić jeden, za to karygodny błąd. Nieupilnowanie Petera Wisgerhofa, najpierw zupełnie swobodnie prowadzącego piłkę przed linią pola karnego, a potem dokładnie dośrodkowującego na głowę Luuka de Jonga (co skończyło się wyrównującą bramką) to klasyczny przykład nieodpowiedzialności i braku koncentracji piłkarzy Ajaksu w najważniejszych momentach. Szczególnie wiele na ten temat mogliby powiedzieć obrońcy Ajaksu, którzy w tym sezonie nie grają wcale gorzej niż w poprzednich sezonach. Tyle tylko, że są mniej skoncentrowani na swoich decyzjach, podaniach i wyborach, co prowokuje błędy, albo jak mawiał Jan Tomaszewski - wielbłądy. Osobiście w inny sposób nie potrafię sobie wytłumaczyć fatalnych wykopów Vermeera w meczu z Utrechtem, zbyt wolnych powrotów do obrony Anity w konfrontacji z AZ czy całej gamy indywidualnych błędów popełnianych przez Van der Wiela w niemal każdej październikowej kolejce. A nikt chyba nie ma wątpliwości, że to właśnie przez te skumulowane i występujące z zaskakującą regularnością indywidualne błędy traciliśmy bramki, a w konsekwencji - co w całej sprawie najbardziej przykre - punkty.
Nie mniej istotnym problemem z jakim musi borykać się Frank de Boer jest brak konkurencji w zespole. Niby na papierze wszystko wygląda bez zarzutu. Kadra liczy przyzwoite 23-25 nazwisk. Jednak tak naprawdę szkoleniowiec Ajaksu regularnie stawia na zaledwie 16-17 zawodników. I o ile w przypadku kontuzji graczy ofensywnych pole manewru wydaje się szerokie i nieobarczone ryzykiem, o tyle każda kontuzja obrońcy (lub mówiąc szerzej gracza defensywnego) i związana z tym konieczność przetasowań urasta do rangi tragedii miesiąca. Bo pomimo niekończącego się przypominania tematu, w kadrze nadal brakuje rezerwowego lewego obrońcy z prawdziwego zdarzenia. Pod nieobecność Boilesena, który też trafił do pierwszego zespołu jakby z przypadku, w tej roli gra ostatnio słabo spisujący się Anita. Z kolei Dico Koppers (pomimo przyzwoitego debiutu z Feyenoordem) raczej nie przekonał do siebie De Boera. Podobnie sytuacja wygląda na przeciwległej stronie defensywy. Van der Wiel może rozegrać kilka bezbarwnych spotkań z rzędu, a i tak jest nie do ruszenia, gdyż... nie ma godnego rywala ! Bruno Silvie bliżej do "piłkarskiej emerytury" niż do występu w jakimkolwiek meczu, natomiast dla Rubena Ligeona (talentu i wielkiej nadziei na przyszłość - tak przynajmniej prorokują ludzie wewnątrz klubu) Eredivisie to na razie za wysokie progi. Nie lepiej jest w środku, gdzie zastępcą dla Alderweirelda lub Vertonghena jest owszem doświadczony, ale fizycznie zupełnie już nie przystający do gry na najwyższym poziomie - Andre Ooijer. Tylko ta krótka wyliczanka połączona z nieodłącznym i w tym wypadku uzasadnionym narzekaniem pokazuje, jak źle prezentuje się kadra Ajaksu i jak wielkie błędy popełniono w polityce transferowej Ajaksu na przestrzeni ostatnich lat. Polityce, która z powodzeniem mogłaby otrzymać slogan reklamowy w rodzaju "Skrzydłowych przyjmiemy od zaraz. Obrońców już niekoniecznie". Takie stawianie sprawy doprowadziło do tego sytuacji z którą musimy radzić sobie obecnie. A można było wszystko rozwiązać zupełnie inaczej przyjmując hasło, że drużynę powinno się budować od tyłu. Cóż, było minęło i trzeba całą sprawę, razem z Ooijerem, przyjąć jako dobrodziejstwo inwentarza.
Za nami 1/3 sezonu. To mało i dużo zarazem. Mało, bo do rozegrania cały czas pozostało ponad 20 spotkań i matematyczne szansę na wygranie ligi ma nawet dziewiąty w tabeli, Heracles Almelo. Dlaczego, więc już tym momencie zupełnie przekreślać szansę Ajaksu ? Dużo, gdyż w ciągu tych 12 kolejek otwarcia, na własne życzenie, nasi gracze wyśrubowali sobie ogromną stratę do liderującego AZ, co na pewno nie daje poczucia psychicznego komfortu. Pytanie, czy dosyć niespodziewana wysoka forma Kalmarów będzie tylko "jesienną przypadłością", czy dłuższym trendem, automatycznie z każdą kolejką oddalającym nas od obrony tytułu.
Po ostatnich spotkaniach, powodów do większego optymizmu właściwie nie ma. Do przesadnych narzekań i lamentów, właściwie też. Jednak przed kolejnymi spotkaniami, w umownie, drugiej połówce rundy jesiennej potrzebna jest konkretna poprawa w tych elementach o których rozpisałem się, aż do przesady. Mecze z Dinamem, Rodą (wszystkie rozgrywane wieczorem, "syndrom Bońka" ?) pokazały, że w drużynie drzemie spory potencjał. Trzeba jedynie ustrzec się przed słabą motywacją w spotkaniach z teoretycznie słabszymi rywalami, brakiem koncentracji w niektórych powtarzalnych boiskowych sytuacjach i liczyć, że zimą włodarze klubu głębiej sięgną do kieszeni, aby wzmocnić konkurencje w zespole. Jeśli uda się to wszystko zrealizować, wtedy powinniśmy zacząć grać lepiej i co ważniejsze z większą regularnością zdobywać komplety punktów. Już bez względu na porę dnia.
Flisak
|