|
Wspomnienia z wszelakich wyjazdów dzielą się na te poważne i anegdotyczne, bądź po prostu zabawne. Do tej drugiej kategorii idealnie pasuje historia, która zdarzyła się podczas grudniowego, wyjazdowego meczu z Milanem. Końcówka spotkania, Ajax prowadzi 2:0, na sektorze zupełnie zrozumiała znakomita atmosfera. Przy linii bocznej do wejścia przygotowuje się Mounir El Hamdaoui. Pierwsza możliwa przerwa w grze i Marokańczyk charakterystycznym krokiem wbiega na murawę stadionu San Siro. Spikerzy zapowiadający zmianę mówią : "W miejsce Siema de Jonga, Mounir El Hamaduji". Fani Ajaksu, a ja wraz z nimi, pękamy ze śmiechu. W ostatnim czasie za sprawą El Hamdaouiego znów miałem okazje do śmiechu. Tym razem w odsłonie stańczykowskiej.
Transferowe lato w Ajaksie było wyjątkowo ubogie. Spośród czterech transferów, tylko jeden z nich był gotówkowy. Za to jaki ! Mounir El Hamdaoui - czołowy zawodnik AZ Alkmaar, były król strzelców Eredivisie, reprezentant Maroka. Znakomity technik, wyjątkowo skuteczny, a zarazem uniwersalny napastnik. Wydawało się wtedy, że Ajax po rozsądnej cenie (5 milionów euro , czyli mniej niż kiedyś zapłacono za Huntelaara, Luque, a nawet Rosenberga) kupił idealnego gracza na pozycje nr. 9. Zanim jednak doszło do parafowania kontraktu, Pan M. El - H zaprezentował kibicom spod znaku AFCA żenujący spektakl chciwości.
Ustalanie pensji - tydzień. Ustalenie szczegółów kontraktowych, w tym długości umowy - kolejny tydzień. Oddalenie stanowisk i przerwanie rozmów - a jakże, znów tydzień. Wreszcie po niemal miesięcznej ciuciubabce, która w między czasie uatrakcyjniona została wątkiem rotterdamskiego sklepu sportowego należącego do Mounira (Arabowie to w końcu urodzeni sprzedawcy) i walki zawodnika o najnowszy model Mercedesa (tu sprawę znam tylko z polskiej prasy, więc być może to jedynie wymysł), El Hamdaoui zostaje zawodnikiem Ajaksu.
I szybko, dzięki dobrej grze, zaczyna się spłacać, a co za tym idzie oddala od siebie sprawę sklepiko-straganu i zarzuty o pazerność na kasę. W ligowym debiucie fenomenalnie pakuje dwie bramki FC Groningen. Niedługo później jego gol pieczętuje awans do Ligi Mistrzów. W połowie października ma na koncie 11 bramek i ... coś się zacina. W Mounirze, w Jolu, generalnie w Ajaksie. Drużyna gra fatalnie, a Marokańczyk jest jednym z jej najgorszych elementów. Bez wyrazu snuje się po boisku i w żadnym razie nie spełnia roli środkowego napastnika. Dalszy rozwój wypadków to niedaleka przeszłość. W telegraficznym skrócie - Jola zastępuje De Boer, El Hamdaoui siada na ławce, by później odstawić (celowo czy przypadkowo ?) szopkę z własną chorobą. W styczniu, po poważnej rozmowie ze szkoleniowcem, wraca do treningów, później gry i strzelania (2 x liga, 1 x KNVB Beker, 1 x Europa League).
I kiedy wydaje się, iż wszystko zaczyna wracać na właściwe tory, El Hamdaoui wyskakuje, dosłownie i może nawet bardziej w przenośni, niczym pajac z pozytywki. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co musiało zdarzyć się w szatni podczas przerwy meczu z RKC Waalwijk, że dzień później De Boer zesłał napastnika do rezerw. Na pewno jednak jakaś granica została przekroczona. De Boer wygląda na surowego trenera, lecz w żadnym razie nie zamordystę. Kulturalna dyskusja na temat konkretnych decyzji personalnych sztabu szkoleniowego, pomiędzy graczem a trenerem, nie jest zabroniona. Czyżby El Hamdaoui, nie zważając na konsekwencje, przyjął arabskie standardy konwersacji (bliski kontakt z rozmówcą i głośne, otwarte wyrażanie niezadowolenia) ?
Nie mam kompetencji i dokładnej wiedzy, by jednoznacznie odnieść się do sprawy ukarania El Hamdaouiego. Natomiast wiem jedno. Ten piłkarz to klasyczny przykład odseparowania sfery umiejętności (każdym przyzna, naprawdę wielkich) od sfery inteligencji pozaboiskowej. Przy odrobinie pokory, zrozumienia racji innych, racjonalnego podejścia do faktów oraz skromności, El Hamdaoui w Ajaksie mógłby osiągnąć naprawdę dużo, a poza tym zyskać szacunek i uwielbienie, kto wie może nawet godne schyłkowego Suareza.
A tak skazany jest na rolę "pajaca z pozytywki". Wyskoczy niespodziewanie raz na jakiś czas, strzeli kilka bramek, po których obowiązkowo wykona cieszynkę z cyklu "Co ja tutaj robię ?", a następnie poczuje się najważniejszą zabawką w dziecięcym pokoju. Jednak dzieci, wbrew pozorom, mają wyczucie. Lubią różne zabawki i chcą tworzyć z nich, wspólnie, ciekawe, skomplikowane historie. Jeden efektowny pajac tego im nie zastąpi.
|