|
Został sprowadzony jako wielki znak zapytania, lecz już teraz nikt tego nie żałuje. Eyong Enoh (22) udowodnił w kilku występach w barach Joden, że ma wielki potencjał. Kameruńczyk opowie o swoich marzeniach, grze i tym jaki jest na co dzień.
„Moja mama ma swój sklepik z lodami w Tiko, mała mieścina w południowozachodniej części Kamerunu. Jako 8-letni dzieciak chodziłem po szkole z mrożącym pudłem i sprzedawałem jej lody. Zdarzało się, że w ciągu dnia obchodziłem taki teren jak Amsterdam. Byłem dobrym sprzedawcą. Sporo grałem też w piłkę na ulicy, dlatego znałem wiele dzieciaków, którym później sprzedawałem lody. W wieku 16 lat przestałem sprzedawać lody i wybrałem się na uniwersytet by studiować. Ciężko było pogodzić szkołę z futbolem. Już wtedy grałem na dość wysokim poziomie i po 2 latach dostałem szansę by pokazać się w młodzieżowej drużynie Kamerunu. Wtedy musiałem dokonać wyboru; nauka lub piłka nożna. Mój ojciec uważał, że nauka jest najważniejsza. Nie miał nic przeciwko bym grał, lecz miałem zdobyć wykształcenie, nie mogłem być głupim piłkarzem. W końcu wybrałem to co podpowiedziało mi serce, czyli futbol. To był ryzykowny wybór, lecz wierzyłem, że się uda.
Ciężko było sprzeciwić się ojcu, ponieważ wiele mu zawdzięczam. Moi rodzice nauczyli mnie jak osiągać najwyższe cele i powtarzali mi, że jeżeli masz jeden but a koledzy trzy to nie bądź zazdrosny, a pracuj ciężko by również mieć trzy. I pomyśleć, że są ludzie którzy wcale nie mają obuwia. Właśnie tego chcę nauczyć swoich dzieci.
W rodzinie nie mieliśmy samochodu, dlatego do szkoły chodziłem pieszo. 3 kilometry, a później sprzedawanie lodów. Moja kondycja i siła jest dzięki temu na wysokim poziomie. Drogi po których chodziłem, boiska na których grałem… były beznadziejne. Dzięki temu jako młody chłopiec byłem już dobrze zbudowany. Afrykańscy piłkarze są silniejszy niż europejscy. Widzę tą różnicę w Ajaksie i holenderskiej lidze. My jesteśmy przyzwyczajeni by biegać czy chodzić godzina, co pomaga nam mentalnie.
Gram tak jest zostałem wychowany; daję z siebie wszystko, nigdy się nie poddaję. I co najważniejsze, nie boję się popełniać błędów Jak stracę piłkę, od razu chcę ją odzyskać. Publiczności się to podoba. Uważają, że jestem przydatny drużynie z czego jestem dumny. W Ajaksie dostałem 10 dni by udowodnić, że się nadaję. Trener powiedział: pokaż co potrafisz. I pokazałem. Może i nie jestem dobry technicznie, ale Marco van Basten dostrzegł, że bardzo się staram i widzi, że mam potencjał. W Ajaksie spełnia się moje marzenie. Śledzę ten klub od lat 90-tych. Wtedy grali tutaj; Finidi George, Nwankwo Kanu, Tijjani Babangida i Sunday Oliseh. Oglądając ich myślałem: może uda mi się kiedyś zagrać w tak wielkim klubie jak Ajax.
Obecnie mieszkam w okolicach RAI, w tym samym bloku co Gabri. Miralem Sulejmani mieszka również w okolicy. To jest bardzo ważne, ponieważ zawsze mogę do nich zadzwonić jak coś potrzebuję. Moja żona mieszka jeszcze w Kamerunie u moich rodziców. Mamy obecnie dwóch synów. Mój starszy syn ma więcej talentu piłkarskiego niż ja. Skąd to wiem? Przecież każdy ojciec marzy o tym by jego syn był jeszcze lepszy. Jeżeli wszystko pójdzie po myśli, to moja rodzina dołączy do mnie w styczniu. Wtedy zaczniemy zwiedzać miasto. Teraz jestem często w domu, ponieważ na treningach daję z siebie wszystko i muszę sporo odpoczywać.”
|