|

Potęga Ajaksu nie byłaby możliwa bez pieniędzy żydowskich biznesmenów, którzy przetrwali wojnę. Kiedy w Holandii zezwolono w 1954 roku na profesjonalizm w piłce nożnej, to oni utrzymywali klub. Żydzi, Żydzi - wołają na kibiców Ajaksu Amsterdam fani innych drużyn. To, co w ich zamiarze ma być obelgą, kibice Ajaksu uważają za powód do chwały i dumy. - Tak, jesteśmy Żydami - odpowiadają, choć prawdziwych Żydów jest wśród nich bardzo mało. Dlaczego Ajax uchodzi w Europie za klub żydowski? Odpowiedź na to pytanie przynosi książka Simona Kupera "Ajax, Żydzi, Holandia". Ajax powstał w 1900 roku. Amsterdam był wtedy jednym z większych skupisk Żydów w Europie. Po wielu perypetiach ze znalezieniem miejsca klub zbudował swój stadion we wschodnim Amsterdamie, gdzie żyła także diaspora żydowska. Każda dzielnica Amsterdamu miała wtedy swoją ulubioną drużynę. Blauw-Wit był klubem południowej części miasta, DWS - zachodniej, De Volewijckers - północnej, a Ajax - wschodniej. Kiedy Rinus Michels, późniejszy trener Ajaksu i reprezentacji Holandii, w dzieciństwie szedł na stadion ukochanego klubu, jego ojciec mówił, że idą do Żydów. Rebe Mayer de Hond, malarz pochodzący z biednej żydowskiej rodziny (zginął w Sobiborze w 1943 roku), skarżył się, że wielu jego rodaków bardziej niż o synagogę martwi się wynikami Ajaksu.
Klub klasy średniej Rozgraniczanie narodowościowe kibiców nie miało wtedy wielkiego sensu. Holenderscy Żydzi byli zasymilowani i chwalili sobie życie w tolerancyjnej Holandii. Żydzi ze wschodniego Amsterdamu kibicowali Ajaksowi, ale niewielu było członkami klubu (wśród nich był Mozes van Praag - ojciec Jaapa, prezesa klubu w latach 1964 - 1978, i dziadek byłego prezesa Michaela). Większości nie było stać na opłacanie składki, a sam klub uchodził za klub klasy średniej, a Żydzi nie byli tak bogaci jak przeciętni Amsterdamczycy. Nawet jeśli przyjąć geograficzne rozgraniczenie sympatii kibiców do klubów w Amsterdamie, teza o szczególnej więzi Ajaksu z Żydami jest podważana. Wielu spośród nich kibicowało bowiem Blauw-Wit. Niebiesko-białe barwy tego klubu przypominały flagę Izraela. W przedwojennym Amsterdamie było też co najmniej pięć amatorskich klubów założonych przez Żydów. W 1939 roku odbył się mecz pomiędzy drużyną AED a klubem APGS, który był reprezentacją policji. AED wygrał, a dopingowały go tysiące mieszkańców dzielnicy żydowskiej. W klubie tym grał ojciec słynnego Sjaaka Swaarta - podpory złotego Ajaksu z przełomu lat 60. i 70. W roku 1942 niektórzy piłkarze-policjanci konwojowali transporty Żydów do obozu w Westerbork, z którego potem kierowano ich do obozów zagłady we wschodniej Europie. Byli wśród nich piłkarze AED...
Eddy Hammel W 1938 roku po raz pierwszy nad stadionem De Meer zawisła flaga ze swastyką. Ajax grał mecz z Admirą Wiedeń. Kiedy Austriacy wznieśli ręce w faszystowskim pozdrowieniu, publiczność zaczęła gwizdać, a część widzów opuściła stadion. Gdy w 1940 roku do Holandii weszli Niemcy, nie od razu zaczęli dyskryminować Żydów. Nie zakazali też, jak w Europie Wschodniej, rozgrywek ligowych. Władze Ajaksu udostępniały nawet swe obiekty niemieckim żołnierzom i pobierały z tego tytułu opłaty. Kiedy w 1941 roku wprowadzono ograniczenia dla Żydów w życiu publicznym, kluby holenderskie wydaliły swych żydowskich członków. Konformizm, posłuch i zaufanie do władz cechujące Holendrów ułatwiały Niemcom ich politykę wobec Żydów. Ogólnej oceny zachowania Holendrów nie zmienia nawet strajk w obronie prześladowanych w lutym 1941 w Amsterdamie. Ze 140 tysięcy Żydów holenderskich w czasie wojny zostało zgładzonych ponad 100 tysięcy. Członkowie klubu, w którym przed wojną spotykali się chrześcijanie i Żydzi, sprawdzili się w godzinie próby. Wśród nielicznych ocalałych Żydów z Amsterdamu było kilku późniejszych działaczy Ajaxu. Jaap van Praag, Jopie Schelvis, Johnny Roeg przeżyli dzięki pomocy swych przyjaciół z klubu, którzy ukrywali ich. Leo Horn, kibic Ajaksu i były sędzia piłkarski, ukrywał się u Kukiego Krola, ojca Ruuda, znakomitego obrońcy Ajaksu i reprezentacji Holandii. Ruud Krol jest obecnie drugim trenerem swego macierzystego klubu. Po wojnie Ajax jakby chciał wymazać z pamięci swych żydowskich członków. W 1946 roku w wydawnictwie przygotowanym z okazji zdobycia tytułu mistrzowskiego nie wspomniano ani słowem o sześciu żydowskich członkach klubu, zamordowanych w czasie wojny. W Brzezince zginął m.in. Eddy Hammel - świetny skrzydłowy w latach 20. Najstarsi kibice mówią, że przypominał Davida Beckhama. Po wojnie w Ajaksie grał wciąż Jaap Hoordijk, który splamił się w czasie wojny grą w niemieckim klubie. Przed każdym meczem salutował "Sieg Heil". Wskazując takie przykłady Simon Kuper walczy z dobrym samopoczuciem Holendrów po II wojnie światowej. Uważają oni swoją postawę za nieskazitelną. Kuper jest zdania, że w stosunku do Żydów, Holendrzy zachowywali się podczas okupacji przeciętnie, a opinie o ich bohaterstwie są przesadzone.
Caransajax Wielki Ajax z przełomu lat 60. i 70. był po części ukształtowany przez tragedię holokaustu. Sjaak Swart, legendarny skrzydłowy, mówił w wywiadzie dla "Nieuw Israelietisch Weekblad": "Mój ojciec miał 7 braci. Bracia, siostra i rodzice mojego ojca zostali wywiezieni". W pamiątkowej księdze "In Memoriam" rodzinie Van Praag poświęcono pięć stron. Salo Muller, masażysta Ajaksu i jego dobry duch, w wieku 6 lat widział, jak Niemcy zabierają jego rodziców. Bennie Muller, obrońca w latach 60., mówi, że około 150 jego krewnych zostało zamordowanych. Późniejszy sponsor klubu Maup Caransa ocalał tylko dzięki małżeństwu z chrześcijanką. Potęga Ajaksu w latach 60. nie byłaby możliwa bez pieniędzy żydowskich biznesmenów, którzy przetrwali wojnę. Chcieli oni jak najszybciej zapomnieć o tragicznych przeżyciach. Sposobem na to było rzucenie się w wir pracy. W krótkim czasie Caransa, Jaap van Praag, Appie Plotske, George Hoorn, Jaapie Kroonenberg dorobili się ogromnych majątków. Pokolenie to nazwane zostało breslauerami - od nazwiska bohatera noweli "Supertex" autorstwa Leona de Wintera. To dążenie do finansowej potęgi podyktowane było wspomnieniami wojennymi. Pieniądze często pomagały uniknąć prześladowań. Wszyscy dobroczyńcy Ajaksu pochodzenia żydowskiego byli modelowymi "Breslauerami". Kiedy w Holandii zezwolono w 1954 roku na profesjonalizm w piłce nożnej, to oni utrzymywali klub. Pomoc polegała m.in. na zatrudnianiu czołowych piłkarzy na etatach (m. in. Ruud Krol i Piet Keizer). Sfinansowali też sprowadzenie kilku piłkarzy. Co ciekawe, dobroczyńcami klubu byli też bracia Wim i Freek van der Meyden, którzy dorobili się fortuny, budując w czasie wojny schrony dla Niemców. Jeszcze jedno świadectwo obalające tezę o "żydowskości" Ajaksu. Jak dużo zainwestowali "Breslauerowie" i Van der Meydenowie w klub, nie wiadomo. Były to chyba spore sumy, skoro w latach 60. mówiono "Caransajax" - czyli Ajax Maupa Caransy. Finansowa potęga przyciągała młode talenty. Piłkarze znajdowali bowiem pracę w przedsiębiorstwach sponsorów. Inne kluby w Amsterdamie, których kibicami byli głównie robotnicy, od połowy lat 60. podupadały.
Żydowskie derby Swaart, świetny skrzydłowy, był za szybki dla obrońców. Swą złość wyładowywali czasami obrażając go antysemickimi wyzwiskami, choć według prawa rabinicznego nie był Żydem. Jedynym graczem Ajaksu, który oficjalnie mówił o sobie "jestem Żydem", był Bennie Muller. W styczniu 1965 roku, w derbach Amsterdamu DWS - Ajax, bramkarz Jan Jongbloed (reprezentant Holandii podczas MŚ w latach 1974 i 1978) obraził Mullera. Sprawa stała się głośna i znalazła finał w holenderskim związku piłki nożnej (KNVB). Zadecydowano tam o dyskwalifikacji Jongbloeda na dwa mecze. Znacznie ważniejszą konsekwencją rozprawy było upowszechnienie opinii, że Ajax to klub żydowski.
Drugi herb
Kiedy w latach 70. pojawiło się w Holandii zorganizowane stadionowe chuligaństwo, fani innych klubów, zwłaszcza największych rywali Ajaksu (Feyenoord, ADO Den Haag, FC Utrecht), zaczęli wykrzykiwać pod adresem kibiców i piłkarzy z Amsterdamu hasła antysemickie. W połowie lat 70. chuligani używali symboliki hitlerowskiej. Pojawiły się też okrzyki "Śmierć Żydom", a kibice Feyenoordu, sycząc, imitowali odgłos wpuszczania gazu do komory gazowej! Przekora, duma, świadomość, że klub zawsze był miejscem spotkań ponad podziałami, kosmopolityzm Amsterdamu sprawiły, że kibice Ajaksu przestali tolerować to, co na innych stadionach jest haniebną normą. Na jednej ze stron internetowych, dokumentują fotograficznie przykłady nagannych zachowań. Na stadionie ArenA gwiazda Dawida jest właściwie drugim herbem klubu. Ostatnio, podczas meczu Ligi Mistrzów z Valencią, najbardziej zagorzali fani z sektora "F-Side" rozwinęli ogromną flagę Izraela. Kiedy Ajax zmierzył się w 1999 roku w Pucharze UEFA z Hapoelem Hajfa, w Amsterdamie "F-Siderzy" zgotowali gościom owację. Prezes izraelskiego klubu mówił o "żydowskich" derbach, a Ajax określił jako "naszych braci z Amsterdamu". Trener gości, Eli Gutman, był wzruszony i wspominał, że kilka lat wcześniej w Valencii jego drużynę przywitał transparent ze swastyką. Holenderska Liga Przeciw Antysemityzmowi (STIBA) zapoczątkowała kampanię przeciwko zachowaniom antysemickim na stadionach. Doprowadziła do ukarania sprawców najbardziej głośnych wybryków. Władze Feyenoordu zaapelowały do swoich kibiców o zaprzestanie śpiewania antysemickich piosenek. Odniosło to częściowy skutek. Teraz kibice największego rywala Ajaksu przenieśli rywalizację na arenę międzynarodową. W odpowiedzi na flagi izraelskie na ArenA eksponują flagi Palestyny i skandują "Hamas, Hamas". Ten antysemityzm jest zazwyczaj deklaratywny - wielu z tych młodych ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy ze znaczenia słowa Żyd.
Cruyff ratował Annę Frank
W Izraelu Holendrzy cieszą się dużą sympatią. Mimo że inni zrobili więcej w czasie wojny, by uratować Żydów, za bohaterstwo uwielbiani są Holendrzy, którzy z tego zbyt różowego obrazu zdają sobie sprawę. Kiedy królowa Beatrix przemawiała w 1995 roku w Knesecie stwierdziła, że w czasie wojny wśród Holendrów, oprócz bohaterów, byli także tchórze. Jej przemówienie zostało odebrane bardzo przychylnie. W Izraelu pamięta się, że kiedy w 1973 roku wybuchła wojna Yom Kippur, tylko dwa państwa bezwarunkowo poparły Izrael: USA i Holandia. Ponieważ reprezentacja Izraela nie uczestniczy w największych imprezach piłkarskich, wielu Żydów kibicuje Holendrom - drużyna z lat 70. została w sercach wielu Izraelczyków. Przyczyną tego jest sportowa rywalizacja Holendrów z Niemcami, którzy na liście sympatii społecznych plasują się na jednym z ostatnich miejsc. Saggie Cohen, ekspert piłkarski w Izraelu, żartował nawet, że w jego kraju panuje przekonanie, że to Cruyff ratował Annę Frank.
Oblężona twierdza Władze Ajaksu twierdzą, że na stadionach nie można nadużywać symboli religijnych i politycznych. Prezesi i fani innych klubów, szukając łatwego usprawiedliwienia wybryków, argumentują, że nazywając siebie Joden, kibice Ajaksu sami prowokują zachowania antysemickie. Oczywiście, fani klubu z Amsterdamu nie są bez skazy. W 1997 roku w bitwie z kibicami Feyenoordu zginął człowiek. Czyniąc z gwiazdy Dawida swój sztandar, zwolennicy Ajaksu prowokują rywali, których nienawiść wzmacnia ich więź. Działa tu mechanizm oblężonej twierdzy. Podobnie jest w Anglii, gdzie swą "żydowskość" manifestują kibice Tottenhamu Hotspur. W Holandii na podobnych zasadach funkcjonują kibice małego prowincjonalnego klubu De Graafschap Doetinchem. Nazywają siebie Superboeren, co można przetłumaczyć jako "superwieśniacy". "Boeren" to obraźliwe określenie ludzi, którzy nie mieszkają w "Randstad" - najbardziej zurbanizowanej części Holandii. Także w Polsce, mamy pierwszy objaw działania tego mechanizmu.
Autor: Grzegorz Rejowski
|